„Z belferskiej półki”

Co czyta pani Agata, która po angielsku wymiata?
Wydawać by się mogło, że pani profesor Agata Pawłowska nie rozstaje się ze słownikiem angielsko-polskim i jest to najważniejsza księga w jej życiu. Czy aby na pewno? Wiemy, że nasza anglistka bardzo dobrze gotuje, więc pewnie czasem zagląda też do książki kucharskiej. Od pewnego czasu jej mamą, a to z pewnością zmusiło ją do powrotu w świat dziecięcych baśni. Czy znajduje czas na lektury własne? Chcecie wiedzieć, co czyta i jaką literaturę preferuje? Udało się nam zrobić w tej materii dochodzenie. Czas oddać głos pani Agacie! Mamy nadzieję, że przemówi po polsku...
 

Agata Marzec: Kto i kiedy sprawił, że zaczęła się Pani interesować literaturą i sięgać po książki?

Agata Pawłowska: Nie pamiętam już dokładnie, ale przypuszczam, że pierwszą taką osobą była moja mama, która czytała mi książki przed snem, gdy byłam mała. Miałam też szczęście do wspaniałych polonistów, którzy do tej fascynacji czytaniem na pewno się przyczynili. W szkole podstawowej pracowałyśmy z koleżanką w czasie przerw jako pomocnice w szkolnej bibliotece. To była super przygoda, a dzięki pani bibliotekarce i jej radom odkryłyśmy mnóstwo ciekawych książek.

Agata Marzec: Jakie były pierwsze tytuły, przy których śmiała się Pani i płakała?

Agata Pawłowska: Pierwsze to pewnie jakieś bajki i opowiadania dla dzieci. Tytuły, które pamiętam, że z zainteresowaniem czytałam samodzielnie, to: seria o „Ani z Zielonego Wzgórza”, książki o Mary Poppins i przygodach Tomka autorstwa Alfreda Szklarskiego. Pamiętam też, że podobała mi się powieść „Dzieci z Bullerbyn”. Mieliśmy w domu stary egzemplarz tej książki, w którym brakowało pierwszych kilkunastu stron. Do teraz żartujemy z moim bratem, że być może kiedyś się dowiemy co było na początku też książki.

Agata Marzec: Czy miłość do książek szła u Pani w parze z czytaniem lektur szkolnych?

Agata Pawłowska: W większości tak, chociaż niektóre lektury w liceum okazały się trudne do przebrnięcia. Jedna z nielicznych, której nie przeczytałam, bo pokonała mnie długimi opisami przyrody, to „Chłopi”. Opis topniejącego śniegu zajmujący kilka stron, to niekoniecznie to, co lubię najbardziej. Nie pałałam też szczególną sympatią do starożytności i literatury tego okresu.


Agata Marzec: Które książki najbardziej wpłynęły na Pani myślenie o świecie i ludziach?

Agata Pawłowska: Nie jestem w stanie podać jednego tytułu. Myślę, że czytanie kształtuje nasze myślenie w różnych obszarach. Po lekturze książek o wojnie i holokauście każdy chyba zostanie pacyfistą. Po przeczytaniu ciekawej książki podróżniczej włącza się w nas chęć odkrywania świata. Ciekawe opowiadanie albo powieść obyczajowa pokazują, jak trudne są czasami międzyludzkie relacje i ile wysiłku musimy włożyć, by innych zrozumieć.


Agata Marzec: Jak Pani myśli, dlaczego uczniowie coraz mniej chętnie sięgają dziś po książki. Przecież na rynku wydawniczym nie brakuje dobrych tytułów…

Agata Pawłowska: Wiem, że jest sporo uczniów, którzy czytają, i to dużo. Bardzo się cieszę, że tak jest i zazdroszczę im, że mają na to czas. Ci, którzy nie czytają…no cóż, być może świat filmów, gier komputerowych i internetu jest dla nich bardziej atrakcyjny. Spora część naszych uczniów narzeka, że ma tak dużo nauki, lektur szkolnych i innych obowiązków, że na czytanie dla przyjemności nie starcza czasu.


Agata Marzec: No dobrze, to teraz pytanie konkretne i wymagające pojedynczej odpowiedzi: Jaka jest Pani książka życia i dlaczego nie da się o niej zapomnieć?


Agata Pawłowska: Nie mam takiej książki. Liczę na to, że jeszcze tyle interesujących książek przeczytam, że nie chcę żadnej nazywać książką życia. Wspomnę jednak o jednej z takich mądrych i pouczających, którą przeczytałam, była to książka pt. „Ostatni wykład”, której autorem jest Randy Pausch, amerykański profesor, który zmagał się z chorobą nowotworową. Zostało mu niewiele życia i napisał tę książkę z myślą o swoich dzieciach, zbyt małych, by zapamiętać to, co chciał im przekazać. To cudowna lektura, wbrew pozorom, nie o umieraniu, a o spełnianiu marzeń, poszukiwaniu dróg życiowych i przekraczaniu kolejnych barier. To nie poradnik, lecz opowieść o przeżyciach autora.


Agata Marzec: Po jaką tematykę sięga Pani najczęściej?

Agata Pawłowska: Czasami żartuję, że kiedyś czytałam książki, a potem zostałam mamą. Obecnie mam jeszcze mniej czasu niż kiedyś na czytanie, więc sięgam po coś, co pozwala wypocząć. Dobry kryminał np. autorstwa Remigiusza Mroza albo Katarzyny Bondy. Lubię też powieści Carlosa Ruiza Zafona, Dana Browna i opowiadania Janusza Leona Wiśniewskiego.

Agata Marzec: Jakie jest najmądrzejsze zdanie/przesłanie życiowe znalezione w książkach przez Panią przeczytanych?


Agata Pawłowska: Czytam głównie prozę, więc trudno mi przypomnieć sobie takie jedno zdanie. Bardzo lubię wiersz: „Nic dwa razy” Wisławy Szymborskiej, szczególnie w wykonaniu nieżyjącej już, niestety, Kory. Z pewnością to mądre życiowe przesłanie.
Nic dwa razy
Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.

Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.

Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?

Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.

Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.

Agata Marzec: Znajduje Pan czas na poczytanie dziecku? Lubicie ten czas?


Agata Pawłowska: Znajduję, chcę znaleźć, bo to dla nas fajny czas razem i muszę, bo odkąd pamiętam - moje dziecko nie da ograbić się z tej przyjemności, jaką jest czytanie książek przez rodziców. Czasami tylko doskwiera mi konieczność czytania tej samej książki po kilka razy, no ale co poradzić…dzieci to lubią.


Agata Marzec: Jaką książkę i dlaczego podarowałaby Pani najbliższej osobie w prezencie?

Agata Pawłowska: Mówiąc o najbliższych, córce pewnie jedną z książek z serii „Martynka”, bo to jej ulubione, a mężowi powieść kryminalną. Ważne, by książki, które dajemy w prezencie, były wybrane z uwzględnieniem gustów lub zainteresowań tej osoby. Nawet książka kucharska jest dobrym prezentem, jeśli wiemy, że ktoś lubi gotować. Sama kilka otrzymałam i bardzo się z nich cieszę.


Agata Marzec: Jest Pani szczęściarą, bo może czytać Szekspira w oryginale. Rzeczywiście był on tak uzdolnionym pisarzem?


Agata Pawłowska: Nie wiem, czy to szczęście czytać Szekspira w oryginale, bo to bardzo trudne nawet dla kogoś, kto zna język angielski. Staroangielski tak bardzo różni się od współczesnego języka, że czasami nawet nie przypomina angielskiego. Czytając na studiach jeden z jego dramatów, czytałam polską i staroangielską wersję jednocześnie, by mieć pewność, że rozumiem, o czym czytam. Myślę, że był uzdolniony, ale docenię jego talent bardziej, czytając tłumaczenie.

Rozmawiała: Agata MARZEC