„Z belferskiej półki”

Co czyta pani Anna, gdy nikt nie patrzy?
Wydawać by się mogło, że pani profesor Anna Tylicka nie rozstaje się ze słownikiem angielsko-polskim i jest to najważniejsza księga w jej życiu. Czy aby na pewno? A jednak zdarzyło się nam podejrzeć panią Annę z książką w języku ojczystym. Chcecie wiedzieć, co czyta i jaką literaturę preferuje? Udało się nam zrobić w tej materii dochodzenie. Czas oddać głos pani Annie! Mamy nadzieję, że angielski pójdzie na chwilę w odstawkę:)

Agata Marzec: Kto i kiedy sprawił, że zaczęła się Pani interesować literaturą i sięgać po książki?
Anna Tylicka: Książka była ze mną od zawsze, ale zanim sama potrafiłam składać litery w słowa przed snem, czytała nam mama. Szczególnie wyraźnie pamiętam z tych chwil „Gdy słońce było bogiem” Kosidowskiego, książka o kulturach starożytnych. Zasypiałam z obrazem dziewic azteckich obwieszonych złotem i jako ofiary bogom wrzucanych do ukrytych w dżungli jeziorek. Naprawdę. Dreszcz pozostał mi do dziś i po takich wstępach nie sposób było samemu nie sięgać po więcej.
Agata Marzec: Jakie były pierwsze tytuły, przy których śmiała się Pani i płakała?
Anna Tylicka: Pierwszą książkę się pamięta... „Oto jest Kasia” Miry Jaworczakowej.
Agata Marzec: Czy miłość do książek szła u Pani w parze z czytaniem lektur szkolnych?
Anna Tylicka: Lektury z samego założenia są pewnego rodzaju przekrojem przez literaturę, ich czytanie, a następnie analizowanie, ma funkcję edukacyjną i temu mają służyć. Nie sposób zatem założyć, że wszystkie reprezentowane style literackie i rodzaje narracji po prostu trafią i na stałe zakorzenią się w guście uczniów. Część lektur wspominam dobrze, niektóre po prostu wspominam. Do części tytułów wróciłam po latach i bardzo się z tego cieszyłam, perspektywa dorosłego człowieka dodaje tekstowi wiele smaku, więcej się pojmuje i dokładniej dostrzega się pewne konteksty.
Agata Marzec: Które książki najbardziej wpłynęły na Pani myślenie o świecie i ludziach?
Anna Tylicka: Na szczęście ciągle jest to kategoria otwarta. Można powiedzieć, że etapy mojego życia można dość wyraźnie podzielić na miłości do różnych pisarzy. Mam ciągle nadzieję, że przede mną jeszcze wiele. Ale jak dotąd, stawiając mój światopogląd na stosiku książek, używam do tego: „Regulamin tłoczni win” Irvinga, tegoż „Modlitwa za Owena”, „Mag” Fowlsa, zjawiskowo finezyjna Jane Austen, siostry Bronte , niespożyty intelekt Eco w jego „Imieniu róży”. Kwestie ludzi w kontekście wojny rozumiem słowami „Łaskawych” Littela oraz „wyboru Zofii” Styrona i „Archipelagu Gułag” Sołżenicyna. Odkryłam Issaka Singera i było to jedno z najpiękniejszych odkryć. Towarzyszy mi też King.
Agata Marzec: Jak Pani myśli, dlaczego uczniowie coraz mniej chętnie sięgają dziś po książki. Przecież na rynku wydawniczym nie brakuje dobrych tytułów…
Anna Tylicka: Na szczęście nie wszyscy. Część młodzieży znajduje jeszcze czas na książkę miedzy wszystkimi tymi, tak ważnymi, sprawami. Wydaje mi się, że młodzież żyje szybciej i jest jej zwyczajnie trudniej niż kiedyś nam wyszperać chwilę na poczytanie.
Agata Marzec: No dobrze, to teraz pytanie konkretne i wymagające pojedynczej odpowiedzi: Jaka jest Pani książka życia i dlaczego nie da się o niej zapomnieć?
Anna Tylicka: Będę to wiedziała, kiedy już będę przy końcu...
Agata Marzec: Po jaką tematykę sięga Pani najczęściej?
Anna Tylicka: Z książkami jest tak, jak z dobrym jedzeniem. Nie sposób ograniczyć się do jednej tylko potrawy do końca życia tylko dlatego, że mi smakuje. Czasem mam ochotę na obyczajówkę, czasem na historię, czasem na sci-fi, niezmiennie uwielbiam grube książki. Przywiązuję się do bohaterów i jeśli książka jest za cienka, żegnam się z nimi zbyt szybko i tęsknię.
Agata Marzec: Jakie jest najmądrzejsze zdanie/przesłanie życiowe znalezione w książkach przez Panią przeczytanych?
Anna Tylicka: Odsyłam do Shakespere’a, co drugie.
Agata Marzec: Jaką książkę i dlaczego podarowałaby Pani najbliższej osobie w prezencie?
Anna Tylicka: Mam kilko drogich mi osób, każda lubi inny repertuar, ale faktycznie, u nas w domu na Wigilię najlepszym prezentem zawsze były książki. Te najlepsze wigilie kończą się u nas czasem nawet ciszą, siedzimy razem przy stole i z niecierpliwością przeglądamy kochane cegiełki w okładkach.
Agata Marzec: Jest Pani szczęściarą, bo może czytać Szekspira w oryginale. Rzeczywiście był on tak uzdolnionym pisarzem?
Anna Tylicka: Shakespeare nie był jedynym, który tak dogłębnie rozumiał człowieczeństwo w każdym aspekcie i pisał o tym wierszem, nie trzeba też czytać jego tekstów w oryginale, aby móc docenić jego talent. Myślę jednak, że 400 lat zachwytu wielu pokoleń oraz setki interpretacji coś mówi o tych tekstach. Nie uda mi się powiedzieć bardziej dobitnie czy prawdziwie niż inni o prawdzie tkwiącej w jego wersach. Mogę tylko powiedzieć, że życzę wszystkim czytającym i nieczytającym chwil takich, jakie przytrafiły się mnie, kiedy, idąc przez pokój, przy włączonym telewizorze rzuciłam okiem na kolejną realizację Makbeta i tak jak stałam - siadłam. Złapałam się na haczyk i nie potrafiłam już nie wziąć tych słów.

Rozmawiała: Agata MARZEC