staszic.png

„Z belferskiej półki” - odcinek 2

Mędrzec z brodą niejedną księgę w domu ma...
Tomasz Stempkowski – jedna z najbardziej wyrazistych postaci snująca się korytarzami naszego "Ekonomika", nie tylko ze względu na charakterystyczny znak rozpoznawczy w postaci filozoficznej brody, ale przede wszystkim ze względu na wyjątkową otwartość do dialogu z uczniami! Tego dialogu nauczyły Pana Profesora między innymi tysiące książek, które w swoim niedługim życiu przeczytał. Pan Tomasz "nawija" o książkach wszędzie i każdemu! Zaczepia czytających uczniów, wsadzając swój belferski nos w ich lektury, przegląda wszystko, co książkopodobne, a leży na biurku w pokoju nauczycielskim, jako prezent imieninowy zamawia u wszystkich... książkę! W nocy, gdy żona już śpi, przytula do siebie... książkę. Na bezludną wyspę zabrałby ze sobą... książkę. Nuda? Nie dla Pana Profesora! Specjalnie dla Was odkryje teraz zawartość swoich uginających się pod naporem mądrych ksiąg półek!


Agata Marzec: Kto i kiedy sprawił, że zaczął Pan tak żywo interesować się literaturą i sięgać po książki?

Tomasz Stempkowski: Hmmmm... w sumie nie wiem. Naprawdę nie pamiętam, od kiedy czytam. Wydaję mi się, że od zawsze. A na poważnie - to czytam od około piątego roku życia. Pamiętam że w tzw. „zerówce” czytałem już tak płynnie, jak teraz, może tylko nieznacznie wolniej (to nie żart), a czytam około 100 stron na godzinę (uśredniając). Strasznie nudziłem się przez to na zajęciach z nauki czytania, ale - niestety - w parze nie poszły za tym umiejętności pisania (o czym zresztą uczniowie mają okazję przekonać się na moich zajęciach, gdy próbuję coś nabazgrać na tablicy). Myślę że całą „winę” za nadmierne czytanie nieproporcjonalne do pisania można zrzucić na moich Rodziców – w domu zawsze były książki (nie tylko dla dzieci), tak więc „ziarnko do ziarnka” i trochę się tego uzbierało. Rodzice kupowali kolejne pozycje, a ja po prostu bardzo szybko załapałem bakcyla czytania i tak zostało do dziś.

Agata Marzec: Jakie były pierwsze tytuły, przy których śmiał się Pan i płakał?

Tomasz Stempkowski: Naprawdę dłuuuuuuuuugo by wymieniać… Począwszy od klasycznej już serii „Poczytaj mi, mamo”, twórczości Brzechwy, Tuwima, dalej - Nienackiego, Niziurskiego, Bahdaja, Szklarskich, Fiedlera, Ożogowskiej, Okonia, po serię Muminków, Kubusia Puchatka, Mikołajka, Karola Maya i wielu, wielu innych… Zastanawia mnie, ilu z tych autorów czy tytułów kojarzą dzisiejsi czytelnicy – uczniowie??? "Przygody Pana Samochodzika" potrafiłem przeplatać na przykład horrorami Grahama Mastertona, a "Dzieci z Bullerbyn" czy „Krainę 105 tajemnicy” czytałem wymiennie z „Miasteczkiem Salem” Stephena Kinga (Dziś myślę sobie: kto u diabła wypożyczał takie tytuły dziecku???).

Agata Marzec: Czy miłość do książek szła u Pana w parze z czytaniem lektur szkolnych?

Tomasz Stempkowski: Powiem szczerze: różnie z tym bywało… "Chłopów" przeczytałem w 2 dni (całe cztery tomy, a nie tylko wybrane fragmenty – to uwaga dla dzisiejszych maturzystów), a z „Nad Niemnem” przemęczyłem się tylko przez całą jedną stronę… Tak samo ze Stefanem Żeromskim – naprawdę nie potrafiłem zrozumieć na czym polega doniosłość jego twórczości – to już bardziej interesujące jest dla mnie jego życie prywatne (tak na marginesie, poczytajcie sobie o nim, dobra lektura). Ale z uwagi na znany fakt, iż nic w przyrodzie nie ginie, sporo nadrobiłem w szkole teatralnej – szczególnie jeśli chodzi o dramaty itp. Może wynikało to też z faktu, iż przez dobry rok nie miałem dostępu do TV, więc po prostu czytałem, co wpadło mi w ręce… Dosłownie: od antyku do współczesności - wszystko, jak leciało! Zresztą teraz samemu sięgam od czasu do czasu po książki z kategorii „co inteligentny i wykształcony człowiek musi koniecznie przeczytać”, tak więc lekturowe braki uzupełniam przez całe dorosłe życie.

Agata Marzec: Które książki najbardziej wpłynęły na Pana myślenie o świecie i ludziach?

Tomasz Stempkowski: Nie wiem czy umiem odpowiedzieć na to pytanie … co pewien czas mam do czynienia z autorem czy tytułem, który - kolokwialnie mówiąc - daje do myślenia. Twórczość Mario Vargasa Llosy, książki i reportaże takich autorów, jak nieżyjący już Tony Halik czy Arkady Fiedler, historia opowiadana przez profesora Pawła Wieczorkiewicza, a dziś kontynuowana przez Piotra Zychowicza, współczesne reportaże Marka Wałkuskiego, Piotra Pogorzelskiego, Macieja Jastrzębskiego, do tego powieści Orhana Pamuka - robi się z tego pokaźna lista. Jednym z pierwszych autorytetów był dla mnie Bogusław Wołoszański, dziś trochę już zapomniany (i już nie tak krystalicznie czysty), ale w kwestii opowiadania o historii - niezrównany. Przychodzi mi na myśl jeszcze twórczość Umberto Eco, ale jak na razie mam przeczytane dwie jego powieści, więc jeszcze wiele przede mną… Nie wspominając o czasie na literaturę science – fiction, fantasy, komiksy (niedoceniane) itp. itd.

Agata Marzec: Czym różniło się w podejściu do książek Pana pokolenie od tego, które edukuje Pan teraz?

Tomasz Stempkowski: Po pierwsze: moje pokolenie czytało… No dobrze, wiem, że nadal wśród naszych uczniów jest naprawdę spora grupa regularnie czytających, ale wydaje mi się, że kiedyś zdecydowanie czytało się więcej i tyle. Ciężko to jednak stwierdzić, bo jako osoba czytająca obracam się po prostu w środowisku innych czytających (czy to w realu czy online). Po drugie: dzisiejsze pokolenie częściej decyduje się na korzystanie z ebooków czy audiobooków – ja jakoś nie umiem się przekonać, ale rozumiem ten zwrot.

Agata Marzec: No dobrze, to teraz pytanie konkretne i wymagające pojedynczej odpowiedzi: Jaka jest Pana książka życia i dlaczego nie da się o niej zapomnieć?

Tomasz Stempkowski: Myślę, że mimo sporej ilości tytułów, które mam już za sobą, takiej książki jeszcze nie było! Mógłbym wymienić kilka tytułów z różnych, czasem bardzo odległych gatunków literackich, ale tej jednej jedynej nie... Wciąż czekam.

Agata Marzec: Z jakich skarbów na swojej belferskiej półce jest Pan najbardziej dumny?

Tomasz Stempkowski: Owszem, posiadam takowe, są to na przykład "Ilustrowane Dzieje Polski cz. II" wydane w 1900 roku w Warszawie jeszcze pod zaborem rosyjskim. I cztery tomy "Hrabiego Monte Christo", które niestety nigdzie nie mają daty wydania, ale biorąc pod uwagę sposób przygotowania wydania oraz język, jakim posługiwał się tłumacz, myślę że są jeszcze starsze niż pierwsza ze wspomnianych książek. Naprawdę sprawia mi wielką radość sam fakt posiadania tych tytułów na swojej półce.

Agata Marzec: Skąd brać książki, skoro są one tak drogie i często przeciętny Kowalski nie może sobie pozwolić na ich zakup? Jak Pan sobie z tym radzi?

Tomasz Stempkowski: Nie radzę sobie właśnie! O rozwiniecie tej wypowiedzi musielibyśmy poprosić moją „drugą połowę”. Dość powiedzieć, że dosłownie „śpię na książkach” i tyle. Ale pociesza mnie fakt, że po jednej z dyskusji na forum poświęconym książkom wiem już, że nie jestem jedynym takim! Parafrazując: Mam na imię Tomek i jestem książkoholikiem... Oto pierwszy z brzegu przykład z życia – pojechałem w miasto kupić buty, a wróciłem do domu z dwiema nowymi książkami Stephena Kinga (Kurka! Żona jednak się dowie:) Na szczęście buty też kupiłem.

Agata Marzec: Czy dzisiaj podryw "na książkę" byłby, według Pana, skuteczny?

Tomasz Stempkowski: Taaak! Tylko książka musiałaby być duża i masywna i trzeba działać z zaskoczenia…

Agata Marzec: Dziękuję za rozmowę. Ciekawe, ilu osobników doczytało ją do końca:)

Tomasz Stempkowski: Myślę że przynajmniej dwoje - ja i Ty:)

 

Rozmawiała: Agata MARZEC - naczelna bibliotekara ZSEiT
 

Kontakt

1
Zespół Szkół Ekonomicznych i Technicznych w Słupsku ul. Partyzantów 24, 76-200 Słupsk
2
Tel/fax: (59) 842−47−65
3
e-mail: sekretariat@ekonomik.slupsk.pl
4
Dyrektor szkoły mgr Renata Draszanowska

Odwiedź nas na FB

Gdzie jesteśmy

Created by Maurycy Miedziewski
Copyright © 2017 ZSEiT w Słupsku