staszic.png

„Z belferskiej półki” - odcinek 1

Wuefistka na czytelniczym podium!
Elżbieta Skonieczna – doskonale znana uczniom nauczycielka wychowania fizycznego, która uwielbia piesze i rowerowe wędrówki. Na co dzień ciągle przebywa w ruchu, przegania wiatr i motywuje młodzież „Ekonomika” do bicia rekordów w zawodach sportowych. Zresztą, z wyśmienitym skutkiem! Pani Ela cała jest ruchem i wygibasem! Czy to sprawne i nadpobudliwe ciało potrafi zatrzymać się, zastygnąć w bezruchu i oddać się w domowym zaciszu lekturze książki? Będziecie zaskoczeni odpowiedzią. Otóż pani Ela… w ciągu roku czyta najwięcej książek ze wszystkich nauczycieli w ZSEiT! Często zawstydza nas swoją wiedzą i biegłością w streszczaniu fabuł. To dzięki niej wielu uczniów przychodzi do szkolnej biblioteki, by wypożyczyć konkretny tytuł rekomendowany przez ulubioną wuefistkę. Pani Ela cała jest zaczytaniem! Dlatego nie mamy wyjścia – to od rozmowy z nią musimy zacząć nasz nowy cykl, w którym będziemy prezentować zawartość półek Wam Waszych kochanych belfrów.

Agata Marzec: Kto i kiedy sprawił, że zaczęła Pani tak żywo interesować się literaturą i sięgać po książki?

Elżbieta Skonieczna: Nikt. Naprawdę! Nie było takiej osoby, która powiedziałaby mi: Ela, warto czytać, siadaj i bierz ksiażkę w dłonie! To przyszło samo, mniej więcej w czasie, gdy uczęszczałam do szkoły średniej. Oczywiście, po drodze byli rodzice, którzy próbowali mi podsuwać co ciekawsze, według nich, lektury. I tak: mama zostawiała mi na biurku Marię Rodziewiczównę, Józefa Ignacego Kraszewskiego, z kolei tata - Stedhala, np. "Czerwone i czarne" czy "Pustynię parmeńską". Będąc bardzo młodą dziewczyną, sięgałam w ten sposób od razu po literaturę dla dorosłych. "Dzieci z Bullerbyn" i "Ania z Zielonego Wzgórza" nie kręciły mnie. O dobrą literaturę było w tamtych czasach trudno, książki stanowiły towar luksusowy i trzeba było nieźle się nagimnastykować, żeby je zdobyć. To dziś ksiażki zalegają na półkach nietknięte, kurząc się. W technikum rolniczym poloniści niespecjalnie zachęcali nas do czytania, nie byli dla nas autorytetami. Dużo czytałam też na studiach w Akademii Wychowania Fizycznego. Mieszkałam w akademiku z dwiema studentkami z Bydgoszczy. Miałam szczęście, bo były one molami książkowymi! Razem nie tylko fikałyśmy koziołki, ale także wymieniałyśmy się zdobytymi tekstami. A potem już poszło samo. Mogłam zjeść byle jaki obiad, przygotowany na szybko, żeby tylko poczytać.

Agata Marzec: Jakie były pierwsze tytuły, przy których śmiała się Pani i płakała?

Elżbieta Skonieczna: Oj, napłakałam się przy tych książkach, napłakałam. "Wrzos" Marii Rodziewiczówny to powieść z okresu międzywojnia. Andrzej Sanicki bryluje wśród śmietanki towarzyskiej stolicy. Chcąc spełnić ostatnią wolę matki, musi ograniczyć hulaszczy tryb życia – ma się ożenić! Wybór pada na Kazię Szpanowską, spokojną, dobrą i cichą pannę z dzierżawnego folwarku. Przepiękna historia! Innym razem czytałam przez całą noc "Przeminęło z wiatrem", aż obudziłam brata, który - wystraszony - wszedł do mojego pokoju, bo myślał, że coś złego mi się stało. Spłakałam się też przy "Co wydarzylo się w Medison County" Wallera. Robert Kincaid, fotograf pracujący dla „National Geographic”, przyjeżdża do hrabstwa Madison, by zrobić zdjęcia krytych mostów. Przez przypadek poznaje Francescę Johnson, gospodynię domową. Francesca wraz z mężem i dwójką dzieci prowadzą spokojne farmerskie życie. Między Robertem a Franceską zaczyna nawiązywać się uczucie, coraz bardziej zbliżają się do siebie. Ich romans trwa tylko 4 dni... Natomiast w pociągu prawie udusiłam się, próbując powstrzymać wybuch płaczu podczas lektury "Listu w butelce". Nie chciałam, zeby ludzie obok pomyśleli, ze jestem walnięta. A kiedy się naprawdę uśmiałam? Ano przy czytaniu córce "Przygód Mikołajka". Poleciła mi je koleżanka, która pracowała w bibliotece w szkole podstawowej, do której uczęszczała moja córka. Zresztą potem tam właśnie oddawałam swoje przeczytane już książki.

Agata Marzec: Czy miłość do książek szła u Pani w parze z czytaniem lektur szkolnych?

Elżbieta Skonieczna: Niestety, nie. Jest wiele lektur, przyznaję bez bicia, których nie przeczytałam do dziś: "Chłopi", "Krzyżacy", "Lalka". Za to swietnie znam ich filmowe ekranizacje i streszczenia. Gdy poznałam lepiej twórczość Adama Mickiewicza, zdenerwowałam się, że na liscie lektur są "Dziady", jest "Pan Tadeusz", a nie ma jego liryków! Są niezwykłe, piękne i głębokie! Znam je lepiej niż jakikolwiek wers z "Tadka". To dziwne, bo poezja zwykle mnie nie rusza. Z lektur lubiłam "Nad Niemnem", ale bez pierwszych trzydziestu stron, "Przedwiośnie" oraz "Popiół i diament". Bardzo emocjonalnie przeżyłam literaturę z czasu II wojny światowej. Czytając ją, nie mogłam spokojnie zasnąć. Wspomnienia o rzezi na Wołyniu, katowniach na Rakowieckiej - tego się nie da zapomnieć. Na maturze miałam niesłychane szczęście, bo trafił mi się właśnie temat o wojnie. Pamiętam go do teraz: Wpływ wojny na moralność czlowieka.

Agata Marzec: Które książki najbardziej wpłynęły na Pani myślenie o świecie i ludziach?

Elżbieta Skonieczna: Nawet w głupawej książce są mądre zdania, więc prawie z każdej udaje mi się coś zaczerpnąć do swojego życia. Są ksiażki, które czytałam więcej niż jeden raz, np. "Duma i uprzedzenie", najwyraźniej jest coś, co każe mi do niej wracać. Każdy uczeń pierwszej klasy szkoły ponadgimnazjalnej powinien sięgnąć obowiązkowo po "Świat Zofii"! Stanowi on niezastąpiony literacki podręcznik filozofii, pokazuje, jak wazne jest zadawanie sobie pytań i szukanie na nie odpowiedzi. Świetnie napisana pozycja! Z kolei w ogóle nie urzekło mnie "100 lat samotnoiści" - nuda! Słynna "Czarodziejska góra" również nie znalazła we mnie fanki. Nie lubię książek, w których mało się dzieje. Musi być tempo, musi być akcja! Cenię biografie znanych ludzi: bardzo spodobał mi się wywiad-rzeka z Władysławem Bartoszewskim, zwłaszcza część poświęcona jego wspomnieniom wojennym. Zaintrygowały mnie żywoty malarzy: Van Gogha, Leonarda da Vinci i innych już nieżyjących. Ludzie ci byli niebanalni, niepokorni, ale genialni. Wiele się można od nich nauczyć.

Agata Marzec: Jak Pani myśli, dlaczego uczniowie coraz mniej chętnie sięgają dziś po książki. Przecież na rynku wydawniczym nie brakuje dobrych tytułów…

Elżbieta Skonieczna: Sama nie czytalam, gdy byłam w szkole. Co mogę więcej powiedzieć? Na jednych przyjdzie czas później, na innych wcale. Dziś młody człowiek ma ciekawą ofertę na monitorze komputera i wyświetlaczu telefonu, niekoniecznie książkową. Się po nią. Za czasów mojej młodości było inaczej: jeden program w tv, szkoła trwała do sobotniego popołudnia, dużo trzeba było zrobić w domu. Na ksiażki zwyczajnie brakowało czasu. Na szczeście współczesna młodzież znajduje czas na lekturę, wiem to, bo do dziś wymieniam się książkami z moimi byłymi już uczniami. Zeszłoroczna absolwentka Iza Najmrocka pracuje w "Empiku" - to z nią współdzielę fascynację dziełami Norwega Ake Edwardsona i Polaka Remigiusza Mroza. Michał Labuda z klasy trzeciej wciąż ma na wypożyczeniu moje książki. Z rynkiem wydawniczym jest jeden problem: książka kosztuje zwykle 40 złotych, kogo na nią stać? W jakim kraju żyjemy, skoro butelka wódki jest o połowę tańsza od książki...

Agata Marzec: No dobrze, to teraz pytanie konkretne i wymagające pojedynczej odpowiedzi: Jaka jest Pani książka życia i dlaczego nie da się o niej zapomnieć?

Elżbieta Skonieczna: Jest ich za dużo, nie jestem w stanie wskazać jednej. Wiele książek nie powinno było się nigdy ukazać, bo są złe, napisane niedbale, niepoprawnie i nie mają większych walorów artystycznych. To także słabość naszego systemu wydawniczego.

Agata Marzec: Preferuje Pani literaturę współczesną. Po jaką tematykę sięga Pani najczęściej?

Elżbieta Skonieczna: Moim numerem jeden są kryminały - Mroza i Puzyńskiej, zaraz po nich - literatura obyczajowa. Nie przepadam za tak modną dziś fantastyką. tylko urszula legwin

Agata Marzec: Jakie jest najmądrzejsze zdanie/przesłanie życiowe znalezione w książkach przez Panią przeczytanych?

Elżbieta Skonieczna: "Człowiek się nie zmienia, tylko uczy się żyć z samym sobą, a to jest najtrudniejsze." Prawda, że ładne? I jeszcze jedno: ,,Jest taka życiowa zasada- bezwzględna, ale i sprawiedliwa - że trzeba albo dorosnąć i dojrzeć albo dodatkowo zapłacić za to, że pozostaje się niedojrzałym " (Norman Mailer).

Agata Marzec: Dziękuję za rozmowę.
Elżbieta Skonieczna: Dobra, to znikam. Lecę dalej.
Agata Marzec: No tak, w życiu, jak w książce, musi się coś stale dziać...;)

Rozmawiała: Agata MARZEC - naczelna bibliotekara ZSEiT 

Kontakt

1
Zespół Szkół Ekonomicznych i Technicznych w Słupsku ul. Partyzantów 24, 76-200 Słupsk
2
Tel/fax: (59) 842−47−65
3
e-mail: sekretariat@ekonomik.slupsk.pl
4
Dyrektor szkoły mgr Renata Draszanowska

Odwiedź nas na FB

Gdzie jesteśmy

Created by Maurycy Miedziewski
Copyright © 2017 ZSEiT w Słupsku