„Z belferskiej półki” - odcinek 5

Po polsku też czytać potrafi...

Wydawać by się mogło, że pani profesor Barbara Miedziewska trzyma swój nos jedynie w słowniku niemiecko-polskim i jest to jedyna książka, jaka gości na jej biurku. Nic bardziej mylnego! To jedna z najaktywniejszych czytelniczek wśród naszych nauczycieli! To Wy wytypowaliście panią Barbarę do kolejnego odcinka naszego cyklu o czytających belfrach, chcąc dowiedzieć się, co podczytuje w wolnym czasie „Miedzia”.  Nie wiemy, jak pani Barbara, przy takim natłoku zawodowych obowiązków, znajduje czas na czytanie, ale szczerze podziwiamy i gratulujemy czytelniczej konsekwencji oraz wytrwałości.  Zatem teraz przerywamy jej lekturę i bierzemy „Miedzię” na spytki!

 

Agata Marzec: Kto i kiedy sprawił, że zaczęła Pani interesować się literaturą i sięgać po książki?

 

Barbara Miedziewska: Sprawił to jeden z najważniejszych mężczyzn w moim życiu, czyli tata. Odkąd pamiętam, czytał mi książki lub opowiadał bajki, które sam naprędce wymyślał. Później jakoś to poszło. W szkole byłam nawet łącznikiem z biblioteką i uczestniczyłam w kółku bibliotekarskim. Brałam udział w różnych konkursach czytelniczych, chociaż tytułu „Mola książkowego” nie dostałam...

 

Agata Marzec: Jakie były pierwsze tytuły, przy których śmiała się Pani i płakała?

 

Barbara Miedziewska: Uwielbiałam baśnie, legendy, podania, zarówno te polskie, jak i te z całego świata. Płakałam na „Małym księciu", a śmiech wzbudziła we mnie od pierwszego zaczytania „Ania z Zielonego Wzgórza". Przeczytałam całą serię jednym tchem. Przebrnęłam przez „Buddenbrooków” i „Czarodziejską górę” oczywiście w oryginale – tutaj nie wiem czy śmiać się czy płakać😊)))))))

 

Agata Marzec: Czy miłość do książek szła u Pani w parze z czytaniem lektur szkolnych?

 

Barbara Miedziewska: O, z lekturami było niestety krucho. Męczyły się one i męczyłam się ja, ale czytałam je, choć bez entuzjazmu. Olśnienie, a zarazem odkrycie, przyszło dopiero w czwartej klasie liceum - literatura XX-lecia międzywojennego i współczesna – to było to. Zakochałam się w  Camusie, Vonnegutcie, Remarque, Kafce, Poe, Bułhakowie.

 

Agata Marzec: Które książki najbardziej wpłynęły na Pani myślenie o świecie i ludziach?

 

Barbara Miedziewska: „Rok 1984” oraz „Władca much” zmieniły moje myślenie, prysł z kolei czar baśni. Spojrzałam w inny wymiar ludzkiej egzystencji. Wcześniej nie zastanawiałam się, jak ludzie mogą ukształtować swoją rzeczywistość. Przyszedł również moment na literaturę obozową, Grzesiuk i jego „Trylogia obozowa”- czytałam z zapartym tchem kilka razy.

 

Agata Marzec: Jak Pani myśli, dlaczego uczniowie coraz mniej chętnie sięgają dziś po książki. Przecież na rynku wydawniczym nie brakuje dobrych tytułów…

 

Barbara Miedziewska: Szczerze powiedziawszy, nie sądzę, aby mniej czytali. Czytają i owszem  ale zupełnie inne tytuły. Te, które my uważamy za nieodpowiednie lub niestosowne dla ich wieku. Jak to mówią: „O gustach się nie dyskutuje”. Można kogoś zainspirować, coś mu polecić ale absolutnie nie wolno zmuszać. Skutek jest wręcz odwrotny. Jest grupa ludzi, która nigdy nie przeczyta książki, bo nie ma takiej potrzeby intelektualnej. To jest dokładnie to samo, co z wyjściem na spektakl czy koncert.

 

Agata Marzec: No dobrze, to teraz pytanie konkretne i wymagające pojedynczej odpowiedzi: Jaka jest Pani książka życia i dlaczego nie da się o niej zapomnieć?

 

Barbara Miedziewska: O matko!!!! Nie wiem, co powiedzieć. Jest ich tak dużo. Z bieżących tytułów wymieniłabym „Dallas 64” Stevena Kinga i „Millenium- trylogia” Larssona Stiega. Po prostu polecam!!!

 

Agata Marzec: Po jaką tematykę sięga Pani najczęściej?

 

Barbara Miedziewska: Kryminały i sensacja. Mąż mówi, że to jak seriale w telewizji. Czytasz na pęczki i możesz się zrelaksować. Uwielbiam skandynawskich autorów, ale polskich również. Chociaż uważam, że niektórzy (nie będę podawać nazwisk) nie piszą swoich książek samodzielnie. Wydają powyżej kilku (5-6) tytułów w ciągu roku, to niemożliwe, żeby fizycznie pisali sami.

 

Agata Marzec: Jakie jest najmądrzejsze zdanie/przesłanie życiowe znalezione w książkach przez Panią przeczytanych?

 

Barbara Miedziewska: Do tej pory pamiętam cytat znaleziony w „Makbecie”. Wzrusza mnie zawsze, kiedy go słyszę.

Życie jest tylko przechodnim półcieniem,
Nędznym aktorem, który swą rolę
Przez parę godzin wygrawszy na scenie
W nicość przepada - powieścią idioty,
Głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą.”

 

Agata Marzec: Znajduje Pani czas na poczytanie dzieciom? Lubicie ten czas?

 

Barbara Miedziewska: Dzieci, niestety, weszły już w ten okres, że radzą sobie same. Starsza córka pochłania książki jednym tchem. Interesuje się historią, japońskimi mangami oraz rysunkiem. Druga zaś to sportowiec i bywa  różnie z tym czytaniem (tu śmiech).

 

Agata Marzec: Jaką książkę i dlaczego podarowałaby Pani najbliższej osobie w prezencie?

 

Barbara Miedziewska: Trudne pytanie. Nie odpowiem wprost. W zależności czym ta osoba się interesuje. Najbliższy towarzysz mojego życia czyta pozycje związane z fotografią, filmem oraz stronami internetowymi. Tak więc wszechstronne zainteresowania skłaniają nas do wyboru literatury odpowiedniej dla naszych gustów.

 

Agata Marzec: Czy może być coś pasjonującego w słownikach? Nauka niemieckiego to przede wszystkim wkuwanie słówek?

 

Barbara Miedziewska: Słówek nie można nauczyć się tylko ze słownika. Trzeba słuchać, czytać, interesować się językiem. To nieustanna praca nad sobą. Każdego dnia powinno się mieć kontakt z językiem w różny sposób. Nauka w szkole może to wspierać. Można wkuwać, ale bez mówienia w danym języku - cóż to za sens? Wyjazdy zagraniczne, spotykanie innych ludzi - to jest przyszłość!

Rozmawiała: Agata MARZEC


Drukuj