„Z belferskiej półki” - odcinek 4

Zna nie tylko liczby, ale i litery!
Tak tak, Kochani, wbrew pozorom, nauczyciel przedmiotów zawodowych potrafi po latach rozróżnić litery od liczb, którymi otacza się w codziennej pracy. Mało tego, potrafi składać je w wyrazy, zdania, a nawet całe książki! I zawsze znajduje czas na ich przeczytanie! Zaglądając do mojego bibliotecznego przybytku, poprosiliście, aby kolejną bohaterką cyklu została Pani Aleksandra Adamowicz. Opiekunka naszego Samorządu Uczniowskiego działa prężnie, więc nie mam pewności czy znajduje czas na lekturę... Ale postanowiłam to dla Was sprawdzić. Czas przekonać się, co znajdziemy na belferskiej półce naszej kochanej i zawsze uśmiechniętej Pani Profesor!

Agata Marzec: Kto i kiedy sprawił, że zaczęła Pani interesować się literaturą i sięgać po książki?

Aleksandra Adamowicz: Niewątpliwie rodzice. Mam przecudowne wspomnienia związane z tym, jak czwórka brzdąców (ja i moje rodzeństwo) szamotała się, ponieważ każdy chciał być obok mamy lub taty w trakcie czytania przez nich bajek. Wpadli jednak oni na wspaniały pomysł. Kto będzie ciekawy – opowiem osobiście. Wystarczy mnie zapytać. Kiedy już wszyscy czytaliśmy samodzielnie, w domu „obowiązywała” godzina czytania. Marzę teraz o takiej godzinie dla siebie. Z chęcią bym raz jeszcze poddała się takiemu rygorowi.

Agata Marzec: Jakie były pierwsze tytuły, przy których śmiała się Pani i płakała?

Aleksandra Adamowicz: Chyba nie będę tu oryginalna, ale sięgając pamięcią wstecz, do czasów dzieciństwa, przypominają mi się takie nazwiska, jak: Brzechwa, Tuwim. Później opłakałam i jednocześnie pokochałam za humor „Dzieci z Bullerbyn” oraz wszystkie „Karolcie”. Jako dwunastolatka wyszperałam z domowej biblioteczki „Dzikuskę” Ireny Zarzyckiej i była to w tamtym czasie bardzo ważna dla mnie lektura. Koniec podstawówki przyniósł mi zetknięcie z „Dziećmi z dworca ZOO”. Chyba nie muszę opisywać, jaką traumę wówwczas przeżyłam. Wie to prawie każdy nastolatek.

Agata Marzec: Czy miłość do książek szła u Pani w parze z czytaniem lektur szkolnych?

Aleksandra Adamowicz: Nie będę ukrywać, że w szkole podstawowej nie przebrnęłam przez „Krzyżaków” Henia Sienkiewicza, w średniej zaś przez „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej. Zasypiałam po kilku stronach. Oceny niedostateczne za znajomość, choć w moim przypadku raczej nieznajomość, tych lektur przyjęłam z pokorą i nie raz zastanawiałam się czy kiedykolwiek uda mi się je przeczytać. Pozostałe lektury przeczytałam i przyzaję, że są wśród nich takie, które miały wpływ na mój światopogląd. W książkach najbardziej lubię to, że skłaniają do przemyśleń i z każdej przeczytanej pozycji „wyciągam” coś dla siebie. „Balladyna” i cały romantyzm to skarbnica wielu interesujących wątków i motywów. Jednak chyba więcej refleksji przyniosły mi powieści pozytywistyczne. Uwielbiam Dostojewskiego za realistyczną i psychologiczną prawdę. Nie da się przejść obojętnie obok „Lalki” Prusa, która tak pięknie opisuje nieodwzajemnioną miłość.

Agata Marzec: Jak Pani myśli, dlaczego uczniowie coraz mniej chętnie sięgają dziś po książki. Przecież na rynku wydawniczym nie brakuje dobrych tytułów…

Aleksandra Adamowicz: Może z lenistwa, może nie jest to dla nich atrakcyjne spędzanie wolnego czasu. Nie znam konkretnej odpowiedzi na to pytanie. Wiem natomiast, że wielu uczniów naszej szkoły czyta dużo i są to rozmaite, wszechstronne oraz ambitne pozycje. Zdradzę nawet to, że z jednym z uczniów systematycznie wymieniamy się biografiami ulubionych artystów sceny rockowej. Wiele lektur na ten temat już za nami, a jeszcze ile przed! Czekam z niecierpliwością.

Agata Marzec: No dobrze, to teraz pytanie konkretne i wymagające pojedynczej odpowiedzi: Jaka jest Pani książka życia i dlaczego nie da się o niej zapomnieć?

Aleksandra Adamowicz: Taka książka z pewnością jest jeszcze przede mną. Wiele tytułów czeka na to, aż się za nie wezmę :).

Agata Marzec: Po jaką tematykę sięga Pani najczęściej?

Aleksandra Adamowicz: Tu odpowiem przewrotnie, że przez ostatnie lata to tematyka wybiera mnie. Wszystko za sprawą mojego starszego syna, który - od kiedy stał się świadomym czytelnikiem - kończąc książkę, która przypadła mu do gustu, mówi: „Mamo, musisz to przeczytać”. Tak więc mam na koncie wiele pozycji ze świata przygód, magii, fantasy, między innymi wszystkie części Harrego Pottera (Zuzia, pozdrawiam!). Teraz czyta „Wiedźmina” Sapkowskiego, więc już szykuję się do lektury :)
Uwielbiam biografie. Odczarowują postacie, do których przyszyliśmy łatkę, motywują i - jak w przypadku Ozziego Osbourna - rozśmieszają do rozpuku, do łez. Jeżeli miałabym wskazać wzruszająca historię, to koniecznie muszę wpomnieć o „Wzgórzu dzikich kwiatów” Kimberly Freeman. Obowiązkowo książka - dla wszystkich - czytana jednym tchem „Oskar i Pani Róża”. Kto nie czytał „Zapisków oficera Armii Czerwonej”, powinien. Dodałabym do tej listy jeszcze „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” i inne pozycje Mario Vargasa Llosy, ponieważ lubię jego styl. Także taki miks serwuję sobie przy doborze lektur.

Agata Marzec: Jakie jest najmądrzejsze zdanie/przesłanie życiowe znalezione w książkach przez Panią przeczytanych?

Aleksandra Adamowicz: Od zawsze noszę w sercu cytat z „Małego Księcia”: „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. I jeszcze jeden, który mocno wrył się w pamięć: „Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”.

Agata Marzec: Znajduje Pani czas na poczytanie dzieciom?

Aleksandra Adamowicz: Kiedyś czytałam im co wieczór, to było fantastyczne doświadczenie dla nas wszystkich. Teraz, niestety, z racji licznych obowiązków, robię to rzadziej. Ostatnio mam w ogóle mniej czasu na czytanie, a chwile spędzone z książką traktuję jako wielki luksus. Gdy już uda mi się spocząć w fotelu z lekturą w dłoniach, celebruję ten czas. A na co dzień do poduszki - periodyki, podręczniki do przedmiotów zawodowych... ;)

Agata Marzec: Dziękuję za rozmowę. O książkach zawsze można by rozprawiać godzinami, ale my-nauczyciele, jakoś nie możemy znaleźć na to czasu. A szkoda... Życzę jak najmniej podręczników i więcej lektur czytanych przez Pani syna. Wtedy i Pani będzie musiała przeczytać więcej:)

 

Rozmawiała: Agata MARZEC